W poszukiwaniu informacji na temat transpłciowości

Dzieciństwo – brzydkie kaczątko

human rights, equality, rainbow

Jako dziecko od kiedy tylko pamiętam, świat był pięknym miejscem – fascynowała mnie natura, rośliny, zwierzęta, owady, kolory i mnóstwo innych otaczających nas niesamowitych rzeczy. lubiłam spędzać czas Sama wraz ze swoimi różnorodnymi „badaniami” związanymi z otaczającym mnie światem. Zbierałam ślimaki i dżdżownice, łapałam motyle, żeby sprawdzić jak wygląda ich kolorowy pyłek na opuszkach moich palców( Zawsze ogromnie się cieszyłam, że złapany motyl mnie polubił i nie odlatuje, tylko siedzi mi na dłoni – dopiero gdy ktoś z dorosłych uświadomił mi, że skrzydła motyla są tak kruche, że po dotknięciu nie będzie już w stanie odlecieć to zostawiłam je w spokoju) Uwielbiałam w rytm muzyki kręcić się dokoła, aż otoczenie wirowało w mojej głowie nawet po zatrzymaniu się.

Rodzice z racji tego, że prababcia mieszkała na wsi, w każde wakacje, a czasami w święta i inne okazje zabierali mnie w tamtejsze rejony, gdzie spędzałam czas na polach, taplając się w rzece, chodząc z nimi na grzyby, czy bawiąc się z innymi dziećmi. Z racji tego, że wioska była w dolinie, gdzie znajdowało się kilkadziesiąt domów, a „sklep” przyjeżdżał w samochodzie raz w tygodniu lub można było się do niego wybrać pieszo 6 km to wrażenie odcięcia od cywilizacji było bardzo silne. Mieszkańcy nie mieli kosiarek, wszędzie znajdowały się dzikie rośliny i kwiaty dające niepowtarzalny zapach. Grzyby można było znaleźć dosłownie idąc drogą zaraz po wyjściu z domu. Nie było asfaltu ani przejeżdżających samochodów. Gdy jakiś pojawił się w okolicy była to atrakcja, wszyscy zaglądali dokąd jedzie i przy którym domu się zatrzyma. Miało to swój ogromny urok. Początek lat 90′ – czyli okres gdzie dopiero co wyszliśmy z komunizmu, a Polska była krajem na wpół dzikim, daleko w tyle za zachodnimi krajami, a jednak sporo osób w dobie wszechobecnych „dóbr” elektronicznych uważa, że to były wspaniałe czasy.

Większość chłopców nie chciała się ze mną bawić. Część z nich naśmiewała się ze mnie, lub mnie przezywała. Zdarzało się, że któryś mnie uderzył, popchnął lub opluł. Nie do końca wiedziałam dlaczego, jednak w miarę gdy stawałam się coraz starsza zauważałam, że jestem po prostu inną dziewczynką. Na szczęście koleżanki uwielbiały się ze mną bawić – dzieci na pewnym etapie życia są beztroskie i szybko się dogadują jeśli chodzi o jakieś zabawy grupowe, wycieczki w nieznane rejony, czy po prostu przyjaźń z innymi dziećmi. Nie zauważały, że jestem innej płci – wtedy byłam jedną z nich. Nie do końca rozumiałam, dlaczego mam imię jak chłopiec , jednak wszyscy je zawsze zdrabniali i to mi wystarczało, a przynajmniej brzmiało mniej poważnie i bardziej do mnie pasowało.

Powroty do domu bywały trudne – trzeba było pożegnać się z beztroskim życiem i wracać do szarej rzeczywistości blokowiska. Tam czyhało na mnie więcej drapieżników – starszych dzieciaków mieszkających w mojej klatce, które, gdy grałam w gumę lub bawiłam się lalkami z innymi dziewczynkami przed klatką – nie przechodziły obok tego obojętnie.

Nie należałam do dzieci, które skarżą się dorosłym. Byłam cichym i delikatnym dzieckiem – zamkniętym w sobie, uciekającym w świat zabawek i książek. Nauczyłam się czytać w wieku 4 lat, dzięki czemu wyprzedzałam inne dzieci, a gdy przyszedł moment pójścia do szkoły rodzicom zaproponowano żebym przeskoczyła zerówkę i od razu udała się do pierwszej klasy. Mieli jednak swoje obawy dotyczące tego, że będąc rok młodsza od innych dzieci mogę mieć w przyszłości problemy w szkole i postanowili, że bezpieczniej będzie gdy rozpocznę edukację jak należy.

Właśnie wtedy nadszedł ten moment kiedy świadomość dziecka zderza się z rzeczywistością. Z przedszkola i zerówki pamiętamy wyrywkowe sceny i wtedy nadal nie jesteśmy w stanie pojąć pewnych rzeczy. W pierwszej klasie podstawówki nasz umysł jest już na tyle rozwinięty, że dokładnie zauważamy czym jest podział płci i już wtedy nasz system obronny mówi nam, że jedyne co możemy zrobić by przetrwać to zacząć udawać. Starałam się z całych sił przynależeć do grupy dziewczynek, jednocześnie zradzało się we mnie poczucie wstydu i próbowałam też chłopięcych zabaw. Na szczęście w podstawówce wychowanie fizyczne było wspólne, więc nadal nie było to problemem- poza przebieraniem się w szatni, czy chodzeniem do męskiej toalety. Bardzo się krępowałam korzystać z toalety przy innych chłopcach, z resztą do dzisiaj unikam pisuarów i wolę iść do kabiny. Powoli zaczynałam wszystko rozumieć – wszystko wskazywało na to, jestem dziewczynką, która utkwiła w ciele chłopca .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *