W poszukiwaniu informacji na temat transpłciowości

Lepiej późno niż wcale

hourglass in wooden frame placed near tree

Nadszedł ten czas. Czekałam wiele lat na tą chwilę, jednak zawsze znajdowałam wymówkę. Czasem bywała rozsądna, innym razem naciągana. Jak wyglądałoby moje życie gdybym zaczęła tranzycję mając 14 lat i to w latach 90′? Myślę, że bardzo kiepsko. Pojęcie transpłciowości w Polsce właściwie nie istniało. Era internetu dopiero się rozpoczynała, a jedynym znanym pojęciem był transwestyta – czyli zabawny Pan, który ubiera się w damskie ciuszki, aby zrobić z Siebie pośmiewisko. Postać humorystyczna lub zboczeniec, który najpewniej napadnie Cię w ciemnym rogu i zmusi do dewiacji. Dokonuje również aktów onanizmu na skrajach lasu i przy cmentarzach gorsząc staruszki. Czasem późną porą, w niknącym, pomarańczowym świetle latarni, grasuje na dworcach pkp. Jedyną i moim zdaniem – słuszną decyzją, było zatrzymanie tego stanu rzeczy dla Siebie, stłumienie czarnych myśli i poczekanie na lepsze jutro.

Ciężka sytuacja rodzinna, rozwód rodziców, brak pieniędzy, wyprowadzka Ojca z domu, brak alimentów. Pomimo dobrze zdanej matury informacja ze strony opiekuna – „nawet nie myśl, że dostaniesz jakiekolwiek pieniądze na studia”, czas do pracy. Ówczesny „rząd” oferował świetne warunki zatrudnienia – praca na czarno była rzeczą powszechną, ewentualnie wszechobecna umowa – zlecenie, ze stawkami mniejszymi niż najniższa krajowa(Bo można było, więc czemu nie) . Jeśli ktokolwiek miał umowę o pracę to głównie na 1/4 etatu, bo przecież jakiś pracownik w firmie musiał być zatrudniony. Przynajmniej tak to wyglądało w prywatnych sektorach pracy. Dostać się do „państwówki” graniczyło z cudem. Albo rodzina, albo znajomości. No więc – lat 20, a na tranzycję jakichkolwiek perspektyw brak. Nawet bycie gejem na początku XXI wieku oznaczało coś dewiacyjnego i właściwie to nikt żadnego geja osobiście nie znał, może w zagranicznym filmie jakiś się trafił. „Gej” dopiero co zastępował wszechobecnego „Pedała” i uznajmy to za progres. Osoby transpłciowe pojawiały się natomiast w komediach jako pośmiewisko lub w thrillerach -zazwyczaj jako morderca. Głównie seryjny. Oznajmienie komukolwiek, że czujesz się kobietą w ciele mężczyzny lub odwrotnie skończyłoby się pobytem w szpitalu psychiatrycznym bez dwóch zdań. Ewentualnie banicją – byle dalej od krewnych, którzy musieliby się do Ciebie przyznawać. Z resztą przykładem jest transpłciowy Chłopak – Stanisław Orszulak, który w 2019 roku trafił na miesiąc do szpitala psychiatrycznego, gdzie lekarz wpisał mu w założoną kartotekę : „Pacjentka usiłuje wszystkich przekonać, że jest mężczyzną”. W domu natomiast gdy zaczął używać formy męskiej, Mama się do niego nie odzywała. Jak już coś powiedziała, to tylko i wyłącznie używając formy żeńskiej. Więc jakby to było ze mną w 2006 roku ? Nie chcę nawet o tym myśleć.

Co robić? Jak żyć?

Przyszło mi do głowy jedyne z możliwych wtedy rozwiązań – skoro jestem w ciele mężczyzny, wykorzystam to jak dobrze tylko mogę i zacznę pracować zarabiając pieniądze, które odłożę na tranzycję. Nie było łatwo. Z tyłu głowy ciągle mnie to męczyło. Zmieniałam pracę co 6-12 miesięcy, bo sytuacja często była nie do zniesienia gdy każdego dnia trzeba było udawać kogoś kim się nie jest. Często wynikały jakieś nieporozumienia związane z moją osobą. Niestety nie czułam się winna. Bycie dziwnym, nie oznacza bycie złym. Bywało, że miałam wspaniałych przyjaciół, którym nie przeszkadzało, że jestem „jakiś inny” , ale miałam też zajadłych wrogów, dla których „facet ma być facetem”.

Czas mijał, lata leciały, alkohol pomagał często przetrwać gorsze dni, a poza tym po nim stawałam się lubianą przez wszystkich rozrywkową osobą. Wynajmowałam mieszkanie najpierw w jednej dzielnicy, później w innej. Zarabiałam 1300 zł, a za wynajem płaciłam 1100 zł. Próbowałam mieszkać wynajmując pokój , ale na dłuższą metę było to nie do zniesienia. W końcu udało mi się załapać na umowę o pracę i po czasie wziąć kredyt na mieszkanie. Lepiej płacić tyle co za wynajem, ale spłacać swoje niż czyjeś. To było wspaniałe uczucie – po 7 latach tułaczki mieć swój własny kąt! Powoli zbliżałam się do 30stki – może już czas…

Praca, awans, remont, kolejny awans, brak czasu na cokolwiek. Nawet nie wiem kiedy klepsydra przesypywała piasek tak niemiłosiernie szybko. Uświadomiłam Sobie, że mam wszystko to, czego zawsze pragnęłam. Własne, przytulne mieszkanie. Dobrą pracę na wyższym stanowisku, która była sporym wyzwaniem, ale zarobki były adekwatne do wykonywanych obowiązków. Rodzinę, która zaakceptowała to, że wolę mężczyzn (nie skłamałam 😉 ) przyjaciół, którzy mnie lubili.

Jednak z drugiej strony – czułam, że tak na prawdę nie mam nic. Czułam pustkę. Dusił mnie garnitur w pracy. Nie lubiłam tam chodzić bo musiałam udawać. Gdyby nie kredyt na mieszkanie, pewnie dawno bym ją rzuciła. Rodzina denerwowała mnie – pomimo tego, że nic nie zrobili, ciągle wynajdywałam jakieś sytuacje, które mogłyby sprawić, że się od nich oddalam. Nie miałam siły by powiedzieć im prawdy, łatwiejszą drogą było dla mnie unikanie. Przebywanie z nimi i udawanie , że jestem „nim” wciąż wprawiało mnie w złość. Niby była akceptacja(myśleli, że jestem gejem) , ale jakiś zbyt kolorowy akcent, lub ubieranie się w białe rzeczy od razu było krytykowane. Wolno być gejem, ale nie wolno wyglądać jak gej, bo co ludzie pomyślą. Z tym, że Ja nie jestem gejem! Miałam ochotę krzyczeć, ale emocje puszczały mi dopiero w domu. Brak akceptacji przez wiele, wiele lat sprawia, że człowiek jest tak zablokowany, że podjęcie tranzycyjnego coming – outu jest niemiłosiernie trudne. Dla wielu osób bywa wręcz niemożliwe i ciągną dotychczasowe życie do końca. Często toną w nałogach, popełniają samobójstwa, kończą na marzeniach, licząc na to, że może w następnym życiu będzie inaczej. Ale co jeśli życie jest tylko jedno?

34 lata – dłużej już nie mogę. Rzuciłam pracę, zamknęłam się w domu. Zrobiłam rachunek sumienia. Sama przed Sobą przyznałam – że „jakoś to będzie” już się nie sprawdza. Życie w iluzji, kiedy od wewnątrz krzyczysz i błagasz o wolność Samą Siebie przestaje już wystarczać. Moje czekanie i odkładanie pieniędzy na „ten moment” trwa już tak długo, że jestem na granicy wytrzymałości. Alkohol czasami wymyka mi się spod kontroli, wypalam zdecydowanie za dużo papierosów dziennie, zaczynam się starzeć. Jak nie teraz to kiedy? W internecie od kilku lat śledziłam osoby takie jak Ja, co było dla mnie zbawieniem, bo wcześniej nawet nie wiedziałam, czy istnieją ludzie, którzy też czują się urodzeni w niewłaściwym ciele. Zadzwoniłam do Pani Psycholog, która znajdowała się w mieście obok, a na stronie miała wklejoną flagę i dopisek – LGBT friendly . Jak przez telefon pytałam : – „czy Pani zajmuje się również osobami transpłciowymi?” , to było mi gorąco z emocji i ze strachu. Zapewniała, że tak. Oznajmiła również, że jest psychologiem – seksuologiem, więc od razu będziemy mogły omówić temat szerzej. Spytała również jak ma się do mnie zwracać, ze względu na głos, którego nie modulowałam w żaden sposób, a właściwie to nawet starałam się by brzmiał głęboko – zawsze tak robiłam od czasów dojrzewania, żeby dodawał mi męskości i nikt nie wyzywał mnie od pedałów z piszczącym głosem. Umówiłyśmy się na nadchodzący tydzień. Czułam radość. W głowie układałam scenariusz co powiedzieć i w jaki sposób przekazać to co myślę , tak aby nie uznała, że mam urojenia czy jakiś rodzaj psychozy. Uważałam, że jestem gotowa. Przecież będę miała do czynienia z profesjonalistką. Nic bardziej mylnego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *